sobota, 5 marca 2016

Rozdział III.

     muzyka.

     Siedziałam na łóżku ze skrzyżowanymi nogami, tępo wpatrując się w jedną z trzech ciemnogranatowych ścian. Czwarta była pomalowana na jaskrawą zieleń. Gdzieś w tle cicho leciało Scar Tissue, a przede mną leżało puste już pudełko i jego zawartość, pozornie niedbale rozrzucona. Zdjęcia, bilety, kostki, pośpiesznie zapisane karteczki, zasuszone kwiatki, patyczki z McDonald'sów z całego świata, kółko od deski surfo-rolkowej, wycinki z gazet, pojedyncze struny... W palcach obracałam białą chryzantemę.
       Była już sucha, ale nadal przejmująco piękna. Patrzyłam na nią z namysłem. Wcześniej, przesuwając wzrokiem po tych wszystkich szpargałach pomyślałam, że sentymentalizm nie jest do mnie podobny. Jednak gdy napotkałam spojrzenie przenikliwie niebieskich oczu, świdrujących mnie wzrokiem pełnym miłości ze zdjęcia, coś we mnie drgnęło. Wyciągnęłam wszystkie zdjęcia Thomasa. Leżały w równym rządku przede mną: z bratem, z zespołem, z technikami, sam, ze mną, stojąc, leżąc, śmiejąc się. A nieco dalej, w innym rządku było miejsce zdjęć Ashtona. Przetrząsnęłam wszystkie rzeczy. Nie znalazłam żadnej fotografii sprzed liceum. Żadnej. Tak jakby moje życie rozpoczęło się dopiero z 21 września... w Oxfordzie.
      Ania stanęła w drzwiach i oparła się o framugę, krzyżując ręce na piersiach. W jej niebieskich oczach malowało się lekkie znużenie.
- Czy ty przestaniesz się nad sobą użalać?
       Podniosłam głowę, a ona rozejrzała się po pokoju, jakby próbowała wypatrzeć Kiedesa, wyśpiewującego markotną piosenkę.
- Puść sobie jeszcze Evanscence.
      Podeszła do laptopa i szybko wklepała My Immortal. Wykrzywiłam wargi w parodii uśmiechu.
- Słuchaj, wiem, że nie odezwał się już 3 dni, ale właśnie olałaś próbną maturę z polskiego.
- Nie jestem zainteresowana. - wymamrotałam, patrząc w kwiat.
- Nigdy nie musiałam cię zbierać po zerwaniach z chłopakami, więc nie każ mi tego robić tym razem. A szkołę powinnaś zaliczyć, skoro tak bardzo nie chcesz być jak gwiazda rocka.
- Frank Iero nie zaliczył szkoły średniej.
- No właśnie. I rozpadł mu się zespół. Bang. - zauważyła jednak, że to nijakie powiązanie nie robi to na mnie wrażenia, chociaż w 2013 roku płakałam nad tym jak bóbr. - Dobra, Miko. Rusz tyłek, umyj się w końcu i wychodzimy.
- Niby gdzie?
- Zjadłaś całą nutellę, łazęgo. Trzeba dokupić.
-----------------------------------------------------------------------
         Podążałam za Anią między półkami. Dziewczyna popchnęła wózek w połowie zapełniony produktami i wskoczyła na ramę, przejeżdżając tak kilka metrów.
-  Trzeba zrobić te zakupy, potem iść do Maka, a później po ciuchy! I będziemy znowu narzekać, że nie mieścimy się w te najlepsze! - Ania zeskoczyła z wózka i wepchnęła sobie do ust kilka orzechowych chrupków. Pokręciłam głową, upijając łyk wody mineralnej. Nienawidziłam rozpoczynać produktów przed ich kupnem, ale Ania mnie tego nauczyła. A obsługa Biedronki, w której byłyśmy stałymi klientkami, przyzwyczaiła się do naszego głośnego zachowania. A raczej zachowania Anny.
- Nie mam ochoty na Maca.
- No skoro tylko dzisiaj zeżarłaś dwa słoiki nutelli... Miko! Popatrz na niego!
       Dziewczyna wskazała na jakiegoś nastolatka, rozglądającego się z nieco zagubioną miną po półce z mlekiem. Ledwo przejechałam po nim wzrokiem i sięgnęłam po telefon, by sprawdzić, czy Trevor przypadkiem do mnie nie napisał. Od studniówki się do mnie nie odezwał...

        Czułam na sobie jego spojrzenie. Przypominało mi to nieustanne taksowanie wzrokiem przez Matta Keana, dawno temu w Australii, tylko bez tej całej nienawiści.
        Bo w spojrzeniu Trevora było tylko czyste pożądanie i nuta rozbawienia. Pomimo moich szczerych chęci poznania źródła tej radości, chłopak kręcił głową z lekkim uśmiechem i zmieniał temat.
        A to było bardzo łatwe, bo pytań z obu stron było mnóstwo. Wieczór spędziliśmy na przemian tańcząc, odbierając toasty i rozmawiając. W przerwach dołączali do nas muzycy z Set It Off. Cody dość nieufnie podchodził do mojego partnera.
- Dlaczego mi nie powiedziałeś, że znasz Maddie? - fuknął na niego przy pierwszym zejściu ze sceny.
- Bo nie pytałeś. - Trevor był zupełnie wyluzowany, nawet znudzony tą rozmową. Na jego twarzy pojawiał się wtedy grymas niechęci, mówił kątem ust, patrząc gdzieś w dal, wygodnie rozparty na krześle.
- Ale nawet nie zająknąłeś się słowem, kiedy ci powiedziałem, że idę się spotkać z Maddie Miko w sprawie studniówki. To było w czwartek, Trev. W CZWARTEK.
- Znam dni tygodnia. Zresztą, po co miałbyś o tym wiedzieć? Żeby się lepiej ubrać?
      Carson zamilkł, patrząc z zaciśniętymi ustami na kolegę z zaprzyjaźnionego zespołu. W tle leciało My heart will go on puszczone z laptopa przez panią Mariolę  na czas odpoczynku Set It Off. Chyba z dziesięć razy zapytała Cody'ego czy piosenka mu odpowiada. Cody za każdym razem z taką samą ilością uroku zapewniał ją o słuszności wyboru. Teraz wpatrywała się w niego z uwielbieniem z drugiego końca sali z nauczycielskiego stolika. Pewnie zastanawiała się, ilu jeszcze przystojniaków przyprowadzę jej do szkoły i zapewne nadal czeka na obiecaną przez Caluma randkę.
- Zatańczymy, Madd? - zapytał mnie Cody, przybierając na twarz uśmiech. Zerknęłam na Trevora, czy nie ma nic przeciwko. Ten nachylił się do mnie i wyszeptał mi do ucha:
- Uważaj na niego. - spojrzałam na niego z niezrozumieniem, ale on już przeniósł wzrok na kieliszek z szampanem, którego nie tknął, a którym się tylko cały wieczór bawił. 
            Blondyn chwycił mnie za rękę i pociągnął na środek parkiet, gdzie wprawił mnie w obrót wprawnym ruchem, a później przyciągnął do siebie. Miał pewne ruchy osoby o doskonałym wyczuciu rytmu i pewności siebie, a przy tym pachniał zniewalająco. Nie był o wiele wyższy ode mnie, ale i tak moje oczy mogły bezkarnie chłonąć widok jego klatki piersiowej okrytej czarnym materiałem. Bujaliśmy się w ciszy, a Celine Dion coraz mocniej wczuwała się w piosenkę, gdy Cody nabrał powietrza i w końcu się odezwał:
- Znam Trevora od kilku lat. Przeżyliśmy razem nawet Warped Tour, a po czymś takim albo się kogoś kocha, albo nienawidzi. - zamilkł na dłuższą chwilę. - Nie rozumiem, co się z nim dzieje.
- A co się ma dziać? - uniosłam głowę.
- Jesteśmy przyjaciółmi. Nasze zespoły są razem w europejskiej trasie koncertowej od dwóch miesięcy. Widzimy się codziennie. I nawet nie zająknął się słowem, że spotyka się z tobą. Ba! Nie wspomniał nawet, że z tobą pisze. Myślałem, że to z Crystal tak namiętnie wymienia wiadomości...
- Kto to jest Crystal? - zatrzymałam się, ale Carson pociągnął mnie dalej, aż do obrotu. Dopiero potem mi odpowiedział.
- Żona Wentwortha.
          Wybuchnęłam śmiechem. Dobre sobie, przecież Trevor ma 21 lat! Pokręciłam głową.
- Trevor nie ma nawet dziewczyny. Sam mi mówił!
- No dziewczyny nie ma. - przyznał. - Ma żonę.
         Umilkłam. Intensywnie przywoływałam w myślach wymieniane wiadomości. Czy Trev kiedykolwiek wspominał o swoim życiu prywatnym...? Muzyka powoli ucichła, a Cody zatrzymał się.
- Chcesz zatańczyć jeszcze jeden taniec?
- Wolę już usiąść. - odparłam, więc wróciliśmy do naszego okrągłego stolika, do którego SIO dosiadało się w przerwach. Teraz jednak musieli wrócić na scenę. Carson posłał mi pełne smutku spojrzenie, a później skinął Ani głową. Poderwała się po chwili i pociągnęła Rafała, swojego partnera, za sobą. Zaczęłam bawić się widelcem, a Trevor nachylił się do mnie, obejmując moje plecy ramieniem.
- Cody nie jest aż tak złym tancerzem, żeby tak się smucić. - na moje uporczywe milczenie dodał: - Wyglądasz lepiej od niego, nie wierz w to, co mówi.
- W Crystal też mam nie wierzyć? - wypaliłam.
         Jego zdziwienie wbiło go w krzesło.
 - Crystal.- powtórzył cicho. I więcej się nie odezwał.

- Pójdziesz po ketchup? Ja wezmę jogurty. - zaproponowała Ania, przemilczawszy mój nagły autyzm. Skinęłam głową, nie patrząc nią. Nie zauważyłam więc jej spojrzenia, gdy odchodziłam w przeciwnym kierunku, przygryzając wargę i zastanawiając się, dlaczego, u licha, Trevor nie chciał mi nic wyjaśnić, tylko zniknął. Pochyliłam się nad chłodnią, wyciągając dwa pudełka Guiseppe. Gdy się odwróciłam, napotkałam spojrzenie chłopaka, którego wcześniej wskazała mi Ania. Spuściłam wzrok i podeszłam do naszego wózka.
 - Hm, Magda? Miałaś iść po ketchup, nie po mrożoną pizzę. - Ania wyrosła przede mną, racząc mnie wzrokiem pełnym dezaprobaty. 
- Pizzą też nie pogardzisz. - stwierdziłam, wrzucając pudełko do wózka. A potem, co nieuniknione, zerknęłam na ekran telefonu.
- Musimy poważnie porozmawiać.
        Wentworth nadal nie napisał. Postanowiłam ponaglić moje pytania. Zaczęłam wstukiwać literki, gdy telefon zniknął mi z rąk.
- Hej! Ja tu piszę!
- Widzę. A czy ty widzisz, że jesteś ze swoją jedyną obecnie przyjaciółką na pieprzonych zakupach?! - patrzyłam na nią z otwartymi ustami. Czy Ania właśnie powiedziała "pieprzonych"...? - Siadaj!
     Pociągnęła mnie na zimne kafelki koło chłodni. Tak, właśnie siedziałyśmy obok siebie na podłodze w Biedronce, a Ania przymierzała się do pierwszej poważnej kłótni małżeńskiej w naszej przyjaźni.
- Magdaleno. - zaczęła. - Nie zasługujesz na to. Kiedy to ci się stało?
    Uniosłam brwi.
- Co mi się stało?
- DLACZEGO TY NIE MOŻESZ SIĘ ZAKOCHAĆ W JAKIMŚ POLACZKU I BYĆ NORMALNĄ NASTOLATKĄ, CO?
- Może dlatego, że nie jestem zwykłą nastolatką? - uśmiechnęłam się niewinnie, po raz pierwszy od studniówki.
- Oh, daruj, twoje żarty już nie są śmieszne. - przygryzła wargę. - No dobra, od jakiegoś czasu znowu są. -wyglądała, jakby głęboko się nad czymś zastanawiała. W końcu zdecydowała się na ten temat. - Okej. Opowiedz mi coś o tym Trevorze. Skąd on się w ogóle wziął?
- No wiesz, pewna pani i pewien pan bardzo się kochali... - wspinałam się na wyżyny dobrego humoru.
- Miko! - szybko ukryła uśmiech. - Pytam poważnie.
- Musimy o tym rozmawiać na płytkach w Biedronce?
         Wstała i znów pociągnęła mnie za sobą, pozostawiając wózek samotnym na środku sklepu.
- Ale tam było mleko czekoladowe...- rzuciłam, mając nadzieję, że Raine jednak odpuści.
- Ale sojowe. Jestem na nie uczulona.
- Nie można być uczulonym na mleko sojowe.
- Na mięso też nie, a nie jesz. - odparowała, ale zawróciła. - Tylko nie myśl, że ci odpuszczę. Ja tego tak nie zostawię.
                Ochroniarz patrzył na nas podejrzliwie. Ale nie tak podejrzliwie, jak ja patrzyłam na Anię.
-----------------------------------------------------------------------
            Gdy Ania wyciągnęła ze mnie wszystkie interesujące ją informacje, zostawiła mnie w pokoju dziennym na kanapie i poszła do siebie bez udzielenia wyjaśnień. Odwróciłam się za nią, ale gestem nakazała mi zostać na miejscu. Wykorzystałam więc okazję i ponownie zerknęłam na wyświetlacz telefonu, po raz kolejny przeżywając rozczarowanie. Ehh. Kiedy ja tak obsesyjnie o jakimś facecie? Przecież ja nawet zerwałam z Ashtonem dla Trevora! Przemyślenia przerwał mi głośny huk, aż podskoczyłam.
- Nie możesz się materializować ciszej, tylko zawsze z przytupem?! - wrzasnęłam na nią, patrząc na książki od matematyki. - A co to niby jest?
- Nie mogę. To są książki od matmy. Książki, poznajcie Magdę. Magda, to są Książki. Rusz dupę i ucz się.
- Coś często mówisz do mnie ostatnio: "Rusz dupę". - mruknęłam ze złością.
- Jak nic nie robisz, to jakoś cię muszę zmotywować.
- Nie musisz być taką wredną jędzą.
- "Wredną jędzą"? Jezu, Miko, ja już nawet nad twoim charakterem muszę pracować?
     Naburmuszona, sięgnęłam po książki i niechętnie je do siebie przyciągnęłam.
- A jak ładnie napiszesz jutrzejszy egzamin, to będę mieć dla ciebie niespodziankę.
- Nie motywujesz pięciolatki, Anno.
- No tak. Ale osiemnastolatki też ostatnio nie przypominasz, prawda?
        Nie rozumiem, za co ona mnie tak dissuje. Chwilę jej się przyglądałam. Czy ja kiedyś nie zachowywałam się identycznie...? A jeśli tak... to gdzie się podziała tamta "Ja"? I czy za nią tęsknię...?

poniedziałek, 15 lutego 2016

Rozdział II

            muzyka.
          Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, a nad miastem lekko zapadał zmrok. Gdzieś usłyszałam, że ta godzina nazywana jest "niebieską" - ale niestety nie w wielkich miastach. Nawet tych wielkości Katowic. Tutaj wszystko spowite było żółtym światłem latarni i kolorowymi lampami samochodów.
         Szłam z rękoma w kieszeniach, błagając w duchu jakieś nadnaturalne moce, by wiatr nie zepchnął mi z głowy czapki i przestał mnie oślepiać, wpychając mi śnieg w oczy. Zastanawiałam się, jak, u licha, w taką pogodę mam wbić się w sukienkę i szpilki już w najbliższą sobotę. Właśnie w sprawach studniówki zmierzałam teraz, o zmroku, w kierunku Silesia City Center, gdzie miałam spotkać się z Cody'm Carsonem i Maxem Danzigerem, członkami Set It Off -  zespołu, który będzie dbał o dobrą muzykę na studniówce. Jako jedna z organizatorów mogłam zająć się wyborem muzyki i zespołu. Wszyscy uważali, że stać nas tylko na lokalne zespoliki lub bandy coverujące polskich muzyków, ale nie wyobrażałam sobie spędzić studniówki przy dźwiękach "Jesteś szalona". Zaprosiłam więc jeden ze stosunkowo młodych zespołów, który zdążyłam poznać przed moją wielką ucieczką.
         Gęsty śnieg tłumił wszystkie dźwięki i przywoływał niechciane wspomnienia minionego sylwestra, gdy zaskoczył nas miękki puch w angielskiej aurze.  Ściszyłam muzykę o jeden lub dwa tony, gdy zbliżyłam się do skrzyżowania. Obserwując przejeżdżające samochody pomyślałam, że warto by skończyć robić prawo jazdy i kupić sobie samochód, by wygodnie wozić swoje 4 litery.
         Zielone. Przeszłam przez przejście dla pieszych, nucąc pod nosem piosenkę Sevenfoldów. Zauważyłam grupę ludzi śpieszących na dworzec kolejowy z wózkiem pełnym bagażów i przypomniałam sobie, jak kiedyś Matt Nicholls okręcił się stretch folią. Dawno temu, daleko stąd, w innym świecie. Przed oczami przewinął mi się leniwy uśmiech perkusisty, zaskoczone spojrzenie Olivera, gdy strażnicy zignorowali go na lotnisku, czerwony nos Stokesy'ego. Zaśmiałam się pod nosem, ściągając na siebie spojrzenia pełne zgorzknienia i niezrozumienia.
       Szłam raźno, nie przejmując się otoczeniem. Wyleczyłam się już z Thomasa Sykesa, z Bring Me the Horizon. Już nie tęskniłam. Nie płakałam za nimi po nocach. Nie miałam problemów z rozmową o nich, chociaż i tak tego unikałam. Ale nie unikałam tego z sentymentu... a ze strachu. Byłam przerażona każdym telefonem z nieznanego numeru, byłam przerażona każdym nowym facetem, który mnie zaczepiał, byłam przerażona cieniem na klatce schodowej, byłam przerażona nową wersją Ani. Bałam się chodzić sama po zmroku, bałam się głośno słuchać muzyki, bałam się nowości. Wolałam kurczowo trzymać się mojego świata - szkoła, praca, dom, matura, nauka, porządki.
        No i Trevor. Jedyny wyjątek w moim zwyczajnym otoczeniu. Nadal nie rozumiałam, dlaczego wpuściłam go do swojej bezpiecznej enklawy, choć z trudem zmieściła się tam Ania i Tomek. Nie ufałam nikomu i niczemu, oprócz tych dwojga, ale miesiące wymienianych maili spowodowały, że zaufałam mężczyźnie, którego nigdy w życiu nie widziałam. No i idę z nim na studniówkę.
        Podeszłam do bankomatu przed wejściem do Silesii i wyciągnęłam portfel, szukając w nim karty. Od czasu ucieczki z gali APMA's w Cleveland niemal nałogowo zmieniałam karty płatnicze, a mimo to i tak wypłacałam pieniądze, zamiast trzymać je na koncie. Bałam się, że zbyt łatwo można mnie zlokalizować, dlatego też nigdy nie wypłacałam ich w pobliżu domu. Chociaż miałam totalnego bzika na punkcie zabezpieczeń, Ania zmusiła mnie do pozostania w starym mieszkaniu. Tylko zamontowałyśmy alarm i chyba z 10 zamków.
        Wypłaciłam pięćset złotych, naiwnie licząc, że tyle wystarczy mi na najbliższe wydatki. Miałam na tyle dobry humor, że lekki uśmiech pojawił mi się na ustach, gdy, coraz głośniej nucąc piosenkę, schowałam portfel i odwróciłam się.
        Poczułam uderzenie i nagle zostałam unieruchomiona między bankomatem a wysokim mężczyzną.
- Tęskniłaś za dreszczykiem emocji, mała?
       Czułam, jak z moich warg znika uśmiech i zastępuje je grymas przerażenia, oczy zmieniają się w spodki, ciało drętwieje. Mężczyzna nachylił się ku mnie, jego oddech łaskotał mój policzek.
- On cię obserwuje. On wie, gdzie jesteś. On wie o tobie wszystko. Nie uciekniesz, Miko. On znajdzie cię wszędzie.
        Próbowałam spojrzeć mu w oczy, zerknąć pod kaptur, cokolwiek. Ale był sprytny. Przygniatał mnie swoim ciałem i mogłam się założyć, że z zewnątrz wyglądało to na nagły atak namiętności przypadkowej pary. Mógłby mnie teraz zabić i nikt nie zwróciłby na to uwagi.
- Taka młoda, taka piękna... Myślę, że gdy On już z tobą skończy, pozwoli mi na trochę zabawy. Ostatecznie ileż można cię gonić za pieniądze?
- Kim jesteś? - zdołałam wydusić przez ściśnięte ze strachu gardło. Postać zaśmiała się cicho.
- Wkrótce się dowiesz.
            W końcu mnie puścił i tak po prostu odszedł, wtopił się w tłum. Rozejrzałam się bezradnie dookoła, właśnie teraz szukając choć jednego pytającego spojrzenia. Ale nikt nie patrzył, nagle wszyscy byli zajęci swoimi sprawami. Poprawiłam na sobie kurtkę i pociągnęłam nosem. Uświadomiłam sobie, że całą twarz miałam zalaną łzami. Wiedziałam, że nie powinnam była sama wychodzić z domu.Czy wspominałam już, że nienawidzę piosenek Avenged Sevenfold, bo to przy nich dzieje mi się coś złego?
             Totalnie rozkojarzona, ale już bez łez, dotarłam do umówionego miejsca przy McDonaldzie. Nie wątpiłam, że panowie będą się wyróżniać, ale najpierw musiałam ich wypatrzyć w tłumie. Myślałby kto, żeby w czwartek wieczorem wszyscy lgnęli do galerii.
           W końcu ich zobaczyłam. Siedzieli naprzeciw siebie, popijając colę. Max coś powiedział, obejmując szczupłymi palcami duży kubek i Cody uśmiechnął się. Z daleka było widać, że są najlepszymi przyjaciółmi. Głęboko odetchnęłam i przybrałam na twarz uśmiech, kierując się w ich stronę.
- Mogę się przysiąść? - podeszłam do ich stolika.
- No nie jestem pewien, czekamy już na jedną dziewczynę... - zaczął Max, ale Cody się nie roześmiał. Natychmiast wstał.
- Laseczka, może i znam cię krótko, ale widzę, gdy coś jest nie tak.
- Może długo nie mogła nas znaleźć...
- Oh, zamknij się, Maxsio. Maddie, co się stało? - przytulił mnie na powitanie i odsunął krzesło, bym usiadła. Ściągnęłam kurtkę i zajęłam miejsce.
- Spotkałam przeznaczenie. - odparłam, a Max uniósł brew.
- Mówiłem. Niezaprzeczalnie chodzi o nas.
        Ehh. Dlaczego muzycy, a zwłaszcza perkusiści są tak trudni w obejściu?
------------------------------------------------------------------------------------
        Lekko nachyliłam się do Ani. Powoli pociły mi się dłonie, a kolana drżały w wysokich szpilkach.
- Przypomnij, dlaczego to ja muszę przemawiać na tym beznadziejnym wydarzeniu, który jest sensem życia połowy obecnych tu maturzystek?
- Bo jesteś przewodniczącą szkoły. - odparła Ania zgodnie z prawdą. Spojrzałam na nią z namysłem.
- Mogłaś mi powiedzieć wszystko. "Bo jesteś ładna, zabawna, inteligentna, charyzmatyczna i świetnie przemawiasz." Ale nie, ty wyskakujesz z "bo jesteś przewodniczącą szkoły".
- Niech ten twój Trevor rzuca ci takie oklepane komplementy. Ja nie zamierzam cię podrywać.
- Czasem zastanawiam się, dlaczego się z tobą przyjaźnię.
- Bo tylko ja sprowadzam cię do pionu i nie zachwycam się twoją osobą do porzygu.
- Ranisz mnie, wiesz?
- Zamknij się i idź przemawiać.
- Dzięki, że tak mnie wspierasz, przyjaciółko.
- Jak chcesz jeść ciasteczka i oglądać komedie romantyczne w przesłodkich piżamkach, to źle trafiłaś. - uśmiechnęła się. - No idź już!
        Ruszyłam w stronę podwyższenia, na którym stał pojedynczy mikrofon i zestaw perkusyjny z podwójnym trójkątem na bębnie. Cała trema mnie opuściła, pomimo spojrzeń 180 uczniów ostatniej klasy Zawadzkiego, ich partnerów i partnerek oraz wzruszonych rodziców. Nie musiałam prosić o uwagę, ona już była skierowana na mnie. Nie tylko dzięki mojej pozycji, dodam skromnie.
- Cześć! - zaczęłam z rozbrajającym uśmiechem. - Wszyscy wiemy, po co tu jesteśmy. Wmawia nam się, że to ostatnia szansa, żeby się pobawić przed maturą, ale zdradzę wam sekret. Do maja mamy jeszcze kilka miesięcy, w ciągu których zaliczymy niejedną imprezę. Nie stresujcie się, że nie zapamiętacie akurat tej. To nie zdarzy wam się pierwszy ani ostatni raz. Nie wierzcie też nikomu, że jesteście tu dzięki waszym rodzicom, nauczycielom, chłopakom i dziewczynom. Jesteście tu dzięki sobie. Dzięki temu, co chcecie osiągnąć. I pamiętajcie. Ostatnią rzeczą, do której ktoś nas może zmusić, jest ten polonez. Miejmy to z głowy, co?
        Zeszłam z podium odprowadzana burzą braw. Przez najbliższe pół godziny kolejne maturzystki będą w stresie powtarzać kroki i/lub makijaż, a matrony wyczekiwać na swoje ukochane dzieci, by zapełnić karty SD ich podobiznami.
        Podszedł do mnie partner Ani, która stanowczo odmówiła uczestnictwa w tym tradycyjnym elemencie studniówek i razem rozpoczęliśmy uroczystość. Wykonując te wszystkie skomplikowane figury, których nie pamiętałam, rozglądałam się za Trevorem. Nie miałam pojęcia, jak on wyglądał, a sala balowa była wypełniona obcymi chłopakami towarzyszącymi przepięknie ubranym dziewczętom. To nie nastrajało mnie pozytywnie.
        Co jakiś czas widziałam Anię z kpiącym uśmiechem na ustach. Śmiała się ze mnie, że dałam się wrobić w tańczenie tego głupiego tańca. Jednak nawet ta kpina nie mogła ukryć tego, że dziewczyna wyglądała przepięknie w chabrowej sukience ze złotym zdobieniem, czarnych szpilkach, z luźno rozpuszczonymi włosami. Podejrzewałam, że moja przyjaciółka nadal utrzymywała sekretny kontakt z Tess, naszą dawną charakteryzatorką. Ostatecznie Ania zerwała tylko z Nichollsem, a nie z całym bagażem możliwości, które ja niezbyt skutecznie próbowałam od siebie odciąć.
        Gdy muzyka w końcu ucichła, mogłam zejść na bok, gdzie Ania bezkarnie ze mnie szydziła. Pomyślałam, że zdecydowanie nie podoba mi się ta głośna wersja Raine. Już miałam od niej odejść pod byle pretekstem, gdy podszedł do mnie wysoki blondyn. Jak wszyscy tutaj, był ubrany elegancko, a jego widok w czarnej koszulce i idealnie skrojonej szarej marynarce z podwiniętymi rękawami zwalał z nóg.
- Maddie. - Cody Carson zaczął niemal z wyrzutem. - Nie mówiłaś mi, że Our Last Night gra z nami.
- Nie mam pojęcia, o czym mówisz, Cody - zmarszczyłam brwi, odwracając się do niego. - Set It Off są jedyną kapelą obecną tu dzisiaj. Rozmawialiśmy o tym ostatnio.
- Widziałem Trevora. - oświadczył zdecydowanie. - Uwielbiam go, ale proszę cię, widuję go codziennie od dwóch miesięcy. Wystarczyło wspomnieć, że gramy razem, a nie zrobiło tego żadne z was. Ubrałbym się chociaż inaczej, żeby nam się stroje nie gryzły.
 - Co ma Trevor do Our Last Night? I do ciebie? - nagle miałam wrażenie, że w ogóle nie znam angielskiego, albo że Cody mówi jakimś szyfrem.
- Zaraz, zaraz. Znasz Wentwortha, ale nie wiesz, że gra w OLN? - teraz to Carson był zdziwiony. - Przecież jesteśmy na wspólnej trasie koncertowej. Dlatego jestem w ogóle w Polsce.
- Cody, nie mam pojęcia, o co ci chodzi. Kto to jest Wentworth i co on ma wspólnego z Trevorem i tym zespołem? - niestety nie dowiedziałam się tego, bo tańce się skończyły i znów musiałam wyjść na scenę. - Porozmawiamy na przerwie, okej?
        Poklepałam go po ramieniu i szybkim krokiem dotarłam do mównicy, a chłopak podążał za mną bez słowa. Nazwy mieszały mi się w głowie. Od jakiegoś czasu zaczęłam słuchać tego rzekomo post hardcorowego zespołu i na pewno powiązałabym głos wokalisty z głosem Trevora. Nawet jeśli nigdy nie słyszałam tego drugiego. No i chyba moi klienci powiedzieliby mi, że Our Last Night gra w Polsce. Ostatecznie wszyscy mają teraz jakąś manię na ich punkcie.
- Gratulujemy rodzicom ukończenia kursu paparazzi, dziękujemy pani Marioli za sprawną obsługę magnetofonu i już za chwilę żegnamy wszystkich. Nadszedł czas na tę przyjemniejszą część studniówki, prawie bez kontroli. Panie i panowie, przed wami... Set It Off!
       Cody stanął obok mnie na scenie i szeroko się uśmiechnął, przejmując mikrofon.
- Nie mówię po polsku, więc większość z was mnie nie zrozumie, ale nie obchodzi mnie to. Sami jesteście sobie winni. Ta piosenka nazywa się "Wolf In Sheep's Clothing" i pochodzi z naszego najnowszego albumu.
       Carson ze swoim zespołem w mgnieniu oka zajął całą scenę. Nie liczyło się nic poza jego charyzmą, którą roztaczał wokół siebie jak zapach wody kolońskiej. Tańczył i skakał po scenie, wraz z gitarzystami. Razem z Anią obserwowałyśmy, jak uwaga maturzystek powoli odwraca się od ich partnerów, którymi przechwalały się jeszcze 5 minut temu.
- No i gdzie ten twój Trevor? - kpiący uśmiech nie schodził jej z twarzy. Byłam przekonana, że za chwilę wyraz ten zastąpi szok i niedowierzanie. Podskórnie czułam, że osoba, z którą niemal anonimowo utrzymywałam kontakt od października, nie może okazać się nieatrakcyjna. Był zbyt pewny siebie, wyluzowany, nonszalancki, by być brzydkim.
- Już tu jest. - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Ania już miała mnie zawetować, gdy przez tłum przeszedł szmer. Byłam pewna, że osoba, która robiła takie wrażenie - a było to widać po zakochanych spojrzeniach dziewcząt i zazdrosnych chłopców, śledzących jego postać - musiała być moim tajemniczym towarzyszem.
        Obie zobaczyłyśmy najbardziej męskiego muzyka młodego pokolenia, jaki istnieje. Pomimo najzupełniej obcego otoczenia, szedł lekkim, leniwym krokiem, patrząc przed siebie. Miał na sobie idealnie skrojony garnitur i muszkę; brązowe włosy w lekkim nieładzie nadawały mu zawadiacki wygląd. Jego spojrzenie przesuwało się po licealistkach odzianych w wydekoltowane suknie... i nie zatrzymywało się tam.
       Był tak wyluzowany, że brakowało mu tylko drinka z parasolką i klapek na nogach.
- Widzisz to co ja? - wykrztusiła Ania. - Ciekawe, która szczęściara śmiała przyprowadzić lepszego faceta niż my dwie.
- Taa... - mruknęłam niezobowiązująco.
- Dałabym wszystko, żeby zobaczyć, jaki ma tyłek! Spójrz na te mięśnie. Widzisz, jak się rysują? On ma tatuaże!
- Uhm. - znów mruknęłam, czując, jak wzbiera we mnie triumf. Ha, Raine, zgadnij, kto wygrał tę rundę?!
Trevor nadal szedł przez tłum niczym Mojżesz przez Morze Czerwone (sic!). Uczniowie rozstępowali się przed nim, rzucając za nim spojrzenia - dziewczęta rozanielone, chłopcy zazdrosne. Czas się niemal zatrzymał, jakby ktoś włączył slow motion. Tylko Cody w tle śpiewał: "Fee-fi-fo-fum, you better run and hide", a Ania cały czas paplała mi coś do ucha, co było zupełnie do niej nie podobne. Maturzystki poprawiały fryzury z minami mówiącymi: "Błagam, spójrz na mnie!", gdy chłopak - nie, mężczyzna -  stanął dokładnie przede mną z rękoma w kieszeniach.
 - Cześć.-  rzucił głębokim głosem.
- Hej. - uśmiechnęłam się prowokująco.
- Świetna przemowa. Od razu wiedziałem, że to ty.
- Dzięki. Nikt mi tego dotąd nie powiedział.
- Od rozpoczęcia nikt nie powiedział tu nic sensownego. Nawet teraz prowadzimy najinteligentniejszą rozmowę na sali.
- Zdałeś. Możesz spędzić ten wieczór przy mnie.
         Coś w jego niebieskich oczach błysnęło niezdrowo. A może sobie wmawiałam.
- Jestem Trevor.
- Wiem. Jestem Maddie.
- Cody nie będzie zazdrosny?
- Chyba sobie jakoś poradzi.
           Tłum wypuścił powietrze i powoli wracał do siebie. Musieli się pogodzić z faktem, że miejsce króla i królowej balu jest już zajęte. Z niechęcią odwracali spojrzenia, gdy Set It Off nabierało rozpędu przy kolejnej piosence. Ledwo zarejestrowałam pełen troski wzrok Cody'ego ze sceny i spojrzenie Ani, które z nim wymieniła. Trevor pociągnął mnie w kierunku baru.
- Na dobry początek? - uśmiechnął się jak wilk. Wpatrywałam się w niego jak zauroczona. Zupełnie nie przypominał mrocznej przeszłości z Bring Me the Horizon. To był nowy start. Mój nowy świat bez widma Sykesa.
      Bo przecież za naiwność się nie karze.

niedziela, 31 stycznia 2016

Rozdział I.

      muzyka.
       Jestem sobie w swoim sklepie muzycznym. No dobra, swoim w 1/3, bo dochody właściciela dzielę z najnowszą wersją swojej najlepszej przyjaciółki i założycielem tego katowickiego kącika zwanego "Rocker's Alley". Każde z nas jest odpowiedzialne za inną część lokalu - ja prowadzę sklep z płytami i sprzętem muzycznym, Tomek salę koncertową, a Ania kawiarenkę. Żadne z nas nie zna się na swojej części biznesu.
      Lecącą w tle piosenkę My Chemical Romance - "I'm not okay" przerywa przenikliwy dźwięk hi-hatu. Ten instrument zastępuje nam dzwoneczek przy przeszklonych drzwiach wejściowych i wydawał się bardzo rockerskim rozwiązaniem, ale gdy rozbrzmiewa setki razy w ciągu każdego dnia, przyprawia już o ból głowy. Mimo to nikt go nie ściąga. To jeden z naszych znaków rozpoznawczych. No i jesteśmy na to zbyt leniwi.
      Gdy hi-hat przebił się przez dźwięk muzyki, nie podniosłam głowy. Zbliżała się 20:00, godzina "Koncertowa", więc założyłam, że to Tomek wszedł do środka, by przygotować salę do koncertu kolejnego szerzej nieznanego zespołu, który miał tu grać. Ja się nie przejęłam, dalej składałam internetowe zamówienie na płyty, ale Ania podniosła wzrok zza lady. Uważnie obserwowała wchodzącą osobę.
- Ten hi-hat jest denerwujący. - rzucił Tomek, w ramach powitania. Chuchnął w dłonie odziane w skórzane rękawiczki bez palców i otrzepał się jak pies, zrzucając śnieg na ziemię. Płatki jego uszu, w których miał tunele ogromnych rozmiarów, zatrzepotały.
- Tak jak ty, a nadal tu przychodzisz. - odparowała Ania, opierając się o ladę przedramionami. Zerknęłam na nią. Tyle się w niej zmieniło. W nas obu. Ale o ile moje zmiany trwały głównie we mnie, ona je uzewnętrzniła.
        Zarzuciła katowanie nauczycieli czerwonymi włosami i przefarbowała je na czarno. Jeżeli to niewystarczająco tworzyło kontrast z bladą skórą, na pewno robiła to czerwona szminka na ustach, w której Ania się zakochała. Na szyi, pod kaskadą włosów, ukrywał się majestatyczny wilk wyjący w stronę nieistniejącego księżyca, w uszach tkwiły niewielkie, jak na razie, tunele. Dzisiaj tatuaż i tunele były widoczne w całej okazałości, gdyż włosy dziewczyny były spięte w luźny kok.
- Dlaczego wy mnie ciągle dissujecie, Brutusy? Jeszcze wpadnę przez was w kompleksy. - Tomek ściągnął z głowy kaptur i podszedł do mnie, całując mój policzek na przywitanie i zerkając mi przez ramię. - Znowu robisz zamówienie? Ci klienci przychodzą tutaj chyba nie dla muzyki, a dla ciebie. Tylko głupio im wyjść z pustymi rękoma i na dodatek ze złamanym sercem.
- Nienawiść to podobno wysublimowany pociąg seksualny. - rzucił jeden ze stałych klientów, kładąc płytę Our Last Night na ladzie. - Madziu, skasujesz mnie?
       Z naszymi klientami byliśmy po imieniu. Kolejny znak rozpoznawczy. Sięgnęłam po płytę i zerknęłam na okładkę.
- Wszyscy to ostatnio kupują. Kto to jest? - zapytałam, czytając listę na odwrocie.
- Jakiś post hardcore, podobno. Możesz ją puścić.
       Niestety doznałam kilkusekundowego ataku autyzmu, gdy usłyszałam sygnał smsa. Sięgnęłam po telefon, a Ania przewróciła oczami i wyciągnęła mi album z rąk. Uśmiechnęłam się, odczytując wiadomość.
- Uhuhu, to chyba osławiony Trevor napisał! - zaśmiał się Tomek, ale ledwo to zarejestrowałam. Tak samo jak fakt, że Ania kieruje swoją dłoń w moją stronę i wyrywa mi smartfona z rąk.
- "Bejb, wsiadam w samolot. Jutro jestem w Polsce. Sobota aktualna? ;>" - odczytała głośno i spojrzała na mnie. W tle pianino przeszło w gwałtowną mieszankę perkusji i gitary. - Idziesz z nim na studniówkę?
- A nie idziesz z Ashtonem? - zainteresował się Tomasz.
- Zerwałam z Ashtonem - odparłam, a kilkanaście osób w lokalu wciągnęło głośno powietrze. - I tak, idę z Trevorem na studniówkę.
- W sumie, Aniu, co w tym złego? Ty też zerwałaś z Nichollsem. Magda, dlaczego zerwałaś z Irwinem?
- Tylko ja nie zerwałam z nim dla kogoś, kogo nigdy nie widziałam. Co ty o nim w ogóle wiesz?
     Otworzyłam usta i... nie powiedziałam nic. Bo wiedziałam o nim wszystko i nic. Wiedziałam, że ma własny zespół, ale nie znałam jego nazwy. Znałam jego imię, ale nie nazwisko. Znałam dokładnie opis jego brata i rodziców, ale nie miałam pojęcia, gdzie dokładnie mieszka.
- No właśnie. Nie boisz się, że to kolejny nawiedzony muzyk?
- On taki nie jest! - zaprotestowałam. - I wiem, że jest wokalistą.
- Może to Trevor McNevan? - zasugerowała inna klientka.
- To nie on. On jest Amerykaninem.
- Madd, dlaczego ty nie możesz sobie znaleźć jakiegoś przystojnego Polaczka? - westchnęła Ania.
- Takiego jak ja! - wtrącił Tomek.
     Spuściłam wzrok, a wraz z nim opuścił mnie cały entuzjazm. Pisałam z Trevorem od października, ale już wydawało mi się, że znam go na wylot, więc jego zaproszenie na moją studniówkę było dla mnie najzupełniej normalne. Zabrałam Ani mój telefon i dłuższą chwilę wpatrywałam się w ekran bez słowa. Czy się nie bałam? Byłam przerażona.
- No to dlaczego zerwałaś z Irwinem?
- Potrzebowałam... przestrzeni.
- To bardzo dyplomatyczna odpowiedź. - Ania przewróciła oczami. - Ale mogłaś mi chociaż wspomnieć, że odrzuciłaś wszystkie zaproszenia na studniówkę dla jakiegoś ducha!
        Hi-hat ponownie zasygnalizował czyjeś wejście. Tym razem przyszedł jeden z muzyków grających dzisiaj wieczorem. Wiedziałam, że ma na imię Aleksander i ten koncert miał być dowodem na to, że nawet zespoły, które się rozpadły, mogą z powrotem ze sobą grać. Ot, taki żarcik ze strony Ani i Tomka, którzy czasem takie grupy zapraszali.
       Kiedy ja próbuję przejść z powrotem do normalnego życia nastolatki i zapomnieć, że kiedykolwiek miałam szansę na ogromną karierę, ale żądny mojej krwi Anglik próbował mnie zabić, nagle uwodzi mnie inny wokalista, a na dodatek moi przyjaciele starają się mnie znów wrzucić na scenę. A jeżeli ta znajomość to kolejny haczyk? Nie chciałam przyjmować tego do wiadomości. Przygryzłam wargę i odpisałam Trevorowi.
"Aktualna."

środa, 20 stycznia 2016

CZĘŚĆ II. Prolog.

muzyka.

4.10.2015
Temat: Let's play a game
Od: TMW
Do: Madd Miko
Treść: Cześć! Wpadłem na twojego maila w pewnym zestawieniu i postanowiłem napisać. Proponuję niezobowiązującą znajomość. Jestem pewien, że pomimo twojej deklaracji o całkowitym wycofaniu się ze świata muzyki, nadal chętnie posłuchasz kilku ploteczek, zwłaszcza, jeśli dotyczą bezpośrednio ciebie :) Mogę być twoim osobistym łącznikiem między światami.
Bądźmy tak anonimowi, jak się da. Ja wcale nie wiem o tobie zbyt dużo.

Stay safe.
TMW.

7.10.2015
Temat: Ploteczki!
Od: TMW
Do: Madd Miko
Treść: Pierwsza ploteczka. Bring Me the Horizon wcale się nie rozpadło. Pracują nad nowym albumem. Z tym samym wokalistą.

TMW.

9.10.2015
Temat: Ploteczki!
Od: TMW
Do: Madd Miko
Treść: Kiedy czytam moje poprzedniego maile, mam ochotę uderzyć głową w mur. Zacząłem niezbyt zachęcająco, a wręcz odstraszająco. Wybaczysz mi? Miałem na myśli raczej to, że z tego świata trudno się wyrwać, a ja trochę w nim siedzę. Nie chciałem cię przestraszyć, szukam po prostu duszy choć trochę podobnej do mojej. Potrzebuję oddechu, trochę opinii kogoś, kto przeżywał to, co ja i udało mu się z tego wyrwać. Trafiłem na moment, w którym muzyka jest moją pułapką. Proszę, możemy pomóc sobie wzajemnie.

TMW.

11.10.2015
Temat: ODW: Let's play a game
Od: Madd Miko
Do: TMW
Treść: Witaj. Jakby to powiedzieć... przeraziłeś mnie. Od pierwszego maila miałam zamiar zablokować twojego maila i zapomnieć, że napisałeś. Co ma znaczyć to, że będziemy anonimowi? Przecież TY JUŻ WIESZ z kim piszesz. Ta tajemnica działa tylko w jedną stronę, a to beznadziejny układ. Jeżeli sądzisz, że będę z tobą współpracować, bo masz kilka informacji, o których ja mogę nie wiedzieć, to się pomyliłeś. Cios z informacją o BMTH jest po prostu żałosny. Zerwałam z muzyką, żeby o nich nie słyszeć. Zachęcenie mnie do znajomości z tobą poprzez plotki o nich jest śmiesznym i dziecinnym pomysłem.
Nie wiem, kim jesteś, ale daj mi spokój.

Miko.

11.10.2015
Temat: ODW: ODW: Let's play a game
Od: TMW
Do: Madd Miko
Treść: Maddie, posłuchaj. Nie chcę cię do niczego zmuszać. Jesteśmy dwoma samotnymi duszami. Kiedy tobie przestało się podobać w świecie muzyki, potrafiłaś zrezygnować. Ja nie potrafię. Daj mi  tę siłę.
Chcesz wiedzieć kim jestem. Daj mi szansę się przedstawić. Daj nam szansę porozmawiać. Nie zawiedziesz się. Nie chcę cię straszyć. Chcę tylko poznać osobę, która jest tak silna, jak ja bym chciał.
Pierwsze informacje o mnie. Mam na imię Trevor. Jestem ze Wschodniego Wybrzeża. Muzykuję. Twoja kolej. Jesteś grze czy poza grą?

TMW.

14.10.2015
Temat: ODW: ODW: ODW: Let's play a game
Od: Madd Miko
Do: TMW
Treść: Okej. Jestem Maddie. Jestem z południowej Polski. Już nie muzykuję. Jeżeli sprawisz, że będę żałować, to cię znajdę i zabiję. Nawet jeżeli Wschodnie Wybrzeże jest większe niż sama Polska.

Madd.

17.10.2015
Temat: ODW: ODW: ODW: ODW: Let's play a game
Od: TMW
Do: Madd Miko
Treść: Nie pożałujesz. :) Będziemy się świetnie bawić.

 TMW.

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Czyżby comeback?

Witajcie!
Próbując swoich sił w kilku innych projektach stwierdziłam, że... Tęsknię za Maddie i jej muzycznym światem! Znów zaczęłam wyrywać kartki z zeszytów szkolnych i zapisywać pomysły na dalszy ciąg.
Dlatego też zastanawiam się, czy powinnam reaktywować tego bloga z dalszymi przygodami? Zostawić to w spokoju? Umieścić całkiem inny punkt narracji? Widzicie to jakoś? Czekam na Wasze odpowiedzi - a dla leniuszków jest ankieta tuż obok -------------->

See ya!

piątek, 25 września 2015

Epilog.

            klik.
             Maddie! To znaczy... Madziu! - zatrzymałam się z kubkiem kawy w ręce i odwróciłam od Ani, z którą właśnie żartowałam, powoli wychodząc ze szkoły. W tłumie uczniów Zawadzkiego zobaczyłam profesorkę od angielskiego, przedzierającą się z trudem. - Maddie. To znaczy Madziu. Mogę cię prosić na chwilkę?
             Skinęłam głową, ignorując używanie przez nauczyciela angielskiej wersji mojego imienia. Ania miała na mnie zaczekać przed szkołą, w planach miałyśmy wspólne wyjście na koncert. Ruszyłam za profesorką do jej pracowni. W środku wskazała mi ręką, żebym zajęła miejsce koło biurka. Ostrożnie odstawiłam kubek z parującą zawartością i z wyczekiwaniem spojrzałam na anglistkę. Nerwowo przekładała w dłoniach plik podejrzanie znajomych kartek, zerkając na mnie. W końcu wzięła głęboki wdech.
- Przeczytałam twoje wypracowanie.
          Spodziewałam się takiej reakcji. Ta pani nie uczyła tu zbyt długo, nic nie wiedziała o moich ekscesach w minionych dwóch latach nauki. Kiwnęłam głową, prosząc, by kontynuowała.
- To wszystko... To świetna historia, z której może nawet mogłabyś sklecić książkę. Tylko jakim sposobem udało ci się wymyślić i spisać taką intrygę w dwie godziny?
           Uśmiechnęłam się półgłębkiem. Niedowierzania też się spodziewałam. Każdy tak reagował.
- Bo to nie jest fikcja, pani profesor. Wszystkie usprawiedliwienia i decyzje dyrekcji są w dokumentacji szkoły. Z Anią naprawdę się przyjaźnię,  na brzuchu naprawdę mam blizny po pobiciu... - podciągnęłam rękaw swetra, a na widok tatuażu profesorka wytrzeszczyła oczy. - A tatuaż mam prawdziwy.
- To wszystko przecież da się stworzyć. Co w takim razie stało się z Tomem?
- Nie wróciliśmy do siebie. Urwaliśmy kontakt, nie chciałam mieć nic więcej wspólnego z Bring Me the Horizon. Pani profesor, czy ja wyglądam jak nudna dziewczyna z tego miasta? Nie sądzę.
          Rozległo się pukanie do drzwi. Profesorka podskoczyła, jakby spodziewała się co najmniej Natalii z chloroformem. Drzwi się uchyliły i do środka weszła wysoka postać, otoczona zapachem mięty i czarnej herbaty ze strzechą brązowych loków.
- Dzień dobry. - grzecznie przedstawił się Ashton Irwin. - Wiem, że to sprawy szkoły, ale za godzinę wchodzę na scenę w Katowicach i chciałem zabrać moją dziewczynę na koncert... Trochę nam się śpieszy.
        Oniemiała profesorka skinęła głową, wpatrując się to w Irwina, to w zapisane przeze mnie kartki. Pożegnałam się i wstałam, kierując się do wyjścia. Byłam już przy drzwiach, trzymając Ashtona za rękę, gdy anglistka się ruszyła.
- A co się stało z Oliverem? Jakim sposobem dali ci spokój?
- Oli nie żyje. Za bardzo uzależnił się od ketaminy i strzelił sobie w łeb.


                                                                        KONIEC.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Tak oto dotarliśmy, a raczej dotarłyśmy do końca! Dziękuję za śledzenie tej historii, za  21 miesięcy istnienia bloga, 4114 wyświetlenia, 62 posty, całą 3 obserwatorów i 48 komentarzy. Może ta historia nie była jakaś górnolotna, a o mojej frekwencji możnaby napisać hymn żałobny, ale świetnie się bawiłam z tą historią. Nie sądziłam, że wyjdzie z tego coś tak... Niezłego.

DZIĘKUJĘ!
chem_fanatic

środa, 23 września 2015

Koniec gry.

         klik.
            Jona Weinhofen naprawdę był w Polsce. Postać na przystanku wcale nie była moim przywidzeniem. Nie byłam pewna, czy moją zdolność do rozpoznawania twarzy można było uznać w tym wypadku za pozytywną umiejętność czy też nie, ale byłam zbyt zdenerwowana, by to roztrząsać.
         Umówiliśmy się na placu przed popularnym Spodkiem. Stosunkowo bezpieczne miejsce, na widoku, nie zatłoczone, ale też nie opustoszałe. Idealne. Siedziałyśmy z Anią na jednej z ławek, wygrzewając się w słoneczku. Gdyby nie okoliczności, byłabym zadowolona z chwili relaksu. W rękach trzymałyśmy kubki z colą z Maca i rozglądałyśmy się dyskretnie za blondynem.
        Nadszedł z całkiem innej strony, niż się spodziewałyśmy. Specjalnie usadowiłyśmy się nieco z boku, tak, że cały plac, parking oraz ulica były pod naszym monitoringiem, a jednak Jona wykazał się nie lada przebiegłością, przychodząc dokładnie za nasze plecy.
- Witam piękne panie. - nachylił się między nas z tym swoim wilczym uśmiechem. Niemalże podskoczyłam na ławce. Szybko wstałam.
- Jona. Dzięki, że przyszedłeś.
- Nie musisz wstawać. Maddie, wyglądasz przepięknie. - pokręcił głową, śledząc moją sylwetkę od stóp aż po czubek głowy. Podziękowałam i usiedliśmy - Jona po jednej stronie ławki, ja z Anią po drugiej. Między nami spokojnie mogłaby się rozsiąść jeszcze jedna osoba. Zapadła cisza. Jona śledził wzrokiem otoczenie, jakby spodziewał się ataku.
          Niemalże zapomniałam, jaki był przystojny. Zapuścił gęstą brodę, wydziarał sobie kilka nowych tatuaży. Miał na ustach lekki, niepewny uśmiech, błysk w zamyślonym spojrzeniu, niewielką bliznę na kości policzkowej. Był jeszcze szczuplejszy niż wcześniej, ale umięśniony.
- Masz kogoś? - wyrwało mi się. Spojrzał na mnie z szerokim uśmiechem.
- Uwielbiałem to w Tobie. Tę bezpośredniość. - patrzyliśmy na siebie dłuższą chwilę. Nie odpowiedział mi na pytanie, po prostu sondował mnie wzrokiem.
- Miłe te uprzejmości, ale nie po to się tu spotkaliśmy - zauważyła Ania. - Za niedługo zacznie się ściemniać, a wybacz, Jona, nie mam ochoty zostać z Tobą po zmierzchu.
- Rozumiem. - odchrząknął. - No cóż, chyba powinienem zacząć. Lepiej usiądźcie wygodnie. To długa historia.
              Najpierw Franceschi, potem Turner. Wieczorami wydzwania Gaskarth, popołudniami Bakarat. Cyklicznie 3 razy w tygodniu dzwonią Fuentesi, tak na przemian. Gdybym wiedział, że tak łatwo zdobyć ich uwagę. już dawno dałbym sobie połamać żebra! - Oliver krążył w kółko, długimi nogami powoli wycierając ścieżkę na dywanie w pokoju dziennym. Przyjaciele z jego zespołu ignorowali go, zajęci grą w karty. Podbiegł do Matta i wytrącił mu karty z ręki. - Uderz mnie! Uderz, tylko mocno! Możesz mi złamać nos.
- Boże, Sykes, ale świrujesz - perkusista pokręcił głową z niesmakiem i podniósł karty. - Powinieneś być zadowolony, że twoje "odkrycie" tak dobrze sobie radzi.
- Odciąga ode mnie całą uwagę! - jęknął wokalista.
- Czy nie o to ci chodziło? O chwilę spokoju dla siebie i Pixie? - wtrącił Lee.
- Nie chcę siebie i Pixie...
           Zrozumieli natychmiast.
- Oh, Sykes. Coś ty narobił. - Nicholls odłożył karty i spojrzał na przyjaciela. - Dlaczego?
- Gdybym wiedział, to bym teraz nie pytał. - usiadł ciężko w wolnym fotelu i podparł głowę ramionami. Zapadła cisza, podczas której przyjaciele mężczyzny wymienili między sobą spojrzenia. Karty poszły na bok.
- Co ci chodzi po głowie?  - zapytał ostrożnie Jona, nadal należący do towarzystwa. Myśleli, że już im nie odpowie, gdy nagle usłyszeli jego głos:
- Muszę ją stąd odesłać.
- No cóż - skwitował Matt. - Może nie będzie tak trudno. Ostatecznie, jakie ma szanse na wyjście ze śpiączki?
- Nie chcę jej zabić! - Oliver poderwał się na równe nogi. - Chcę tylko... Żeby zniknęła.
- To się źle skończy. - mruknął Lee. Prorok się znalazł.
-------------------------------------------------
         Matt siedział przy Maddie już kilka długich godzin, ale nie przeszkadzało mu to. Mógł w spokoju pomyśleć nad tym, co się właściwie stało z jego życiem. Jego zespół wrócił do ojczystego kraju, gdzie zaczął nagrywać kolejny album, ale wokalista został w Polsce, świętując tu 26 urodziny z przyjaciółmi z You Me at Six.
        Ale on siedział tutaj, przy swojej przyjaciółce, którą wspierał i kierował od jej pierwszych dni z BMTH. Siedział i prawie modlił się, żeby wszystko wróciło do normy.
          Ręka dziewczyny nieznacznie ruszyła się, Matt ledwo to poczuł w zaciśniętych dłoniach. Przeniósł wzrok na jej twarz. Powieki, dotychczas nieruchome, drgały. Już myślał, że to kolejny fałszywy alarm, gdy po raz pierwszy od niemalże pół roku brązowe oczy Maddie Miko ujrzały świat.
- Boże, Madeline... - zamarł, gdy zalała go fala szczęścia i przerażenia. (dziewczyno, co ty zrobiłaś, dlaczego, nie, nie możesz). Maddie drgnęła, zupełnie jakby usłyszała jego myśli. - Madd?
        Patrzył na nią z niedowierzaniem. Tyle razy widział tę chwilę w głowie, bał się jej. Uświadomił sobie, że niemal machinalnie prowadził pogawędkę z przyjaciółką. Jego głowę zaprzątała ważniejsza myśl - ostrzec ją? Udawać, że wszystko jest jak kiedyś? Zadzwonić po Olivera? Dziewczyna robiła się coraz bledsza.
- Pójdę po lekarza.
       Bił się z myślami. Przecież Sykes nic jej nie zrobi, tu, w szpitalu. Zadzwoni.
- Oli?
- Czego chcesz, Nicholls?
- Obudziła się.
- Hę...?
- Maddie jest przytomna.
- Nie... Proszę. Jeżeli żartujesz, to dość okrutnie, Matt.
- Przyjedź.
- Jeżeli to żart...
- Przyjedź.
        Głęboko wciągnął powietrze nosem. Nie czuł się wcale lepiej. Bał się jak cholera.
--------------------------------------------
       Dlaczego ją tu ściągnąłeś? - wrzasnął Oliver po raz kolejny. - Miałeś ją zostawić w tej cholernej Polsce...
- Bo nagrywamy album...
- W dupie mam ten album. Nie nagram go z nią. Odeślij ją do domu, zabij ją, cokolwiek.
- Sykes, zdecyduj się. Najpierw nie nagrasz go bez niej, potem z nią... Ta pieprzona ketamina wysysa ci mózg.
- Zamknij się. Ty ją tu ściągnąłeś i ty za nią odpowiadasz.
- Przecież ją kochasz...
- A ona kocha mojego brata.
          Potarł twarz wytatuowaną dłonią. Nie mógł patrzeć jak dwie osoby, które kochał najbardziej na świecie, zakochiwały się w sobie wzajemnie. Niszczyło go to. Nie mógł już tego znieść. Coraz głębiej wpadał w to narkotykowe bagno.
- Muszę coś z tym zrobić.
        Już miał plan.
------------------------------------------------
         Tom i Maddie wyszli przed budynek radia, rozmawiając ze sobą. Oliver siedział w niewyróżniającym się czarnym dodge'u jako pasażer na tylnej kanapie - miejsce kierowcy zajął Jona.
- Nie wiem, czemu ci pomagam. - mruknął Australijczyk, obserwując parę. Maddie patrzyła w szoku na swojego chłopaka, na jego twarzy malowały się wściekłość i ból.
- Doskonale wiesz. I tak wszystko zrzucimy na Natalie.
- Jakoś ci nie ufam.
- Jakoś już za późno, żeby się wycofać. Jedź!
       Tom wybiegł na ulicę, a Oliverowi serce podeszło do gardła, gdy jego brat ledwo ominął pędzący autobus i szedł dalej, nie rozglądając się. Podjechali. Sykes szybko wciągnął swojego brata do samochodu i wyrzucił z niego coś... Coś, w co uderzył nadjeżdżający z naprzeciwka pojazd. Jona z trudem utrzymał kierownicę ale odjechał dalej i za rogiem zaparkował. Oliver patrzył z zapartym tchem przez tylną szybę na powstałą kolizję. Maddie krzyknęła i rzuciła się na drogę.
- Co to kurwa miało być?! - wrzasnął Tom. - Co do...
- Zamknij się. - uciszył go brat.-  Teraz tego nie rozumiesz, ale kiedyś to pojmiesz. Tak musiało być.
- Ale Maddie... - próbował wysiąść, ale Jona z bólem zablokował mu drzwi. - Puśćcie mnie!
- Ona cię zdradziła, Tommy. Zdradziła cię z tym Australijczykiem, z Irwinem. Tom, tak będzie dla nas lepiej. Ona musi wrócić do swojego życia. - Oliver kłamał jak najęty. Za wszelką cenę musiał utrzymać brata w samochodzie. Czuł wyrzuty sumienia, ale tylko jako leciutkie drgania. W głębi duszy czuł satysfakcję.
       Po twarzy Toma spłynęła łza. Jedna jedyna, w przeciwieństwie do ilości łez wylanych przez Maddie, która właśnie próbowała reanimować trupa ukradzionego z kostnicy. Trupa z niebieskimi szkłami kontaktowymi na martwych oczach.
------------------------------------------------
          Wyglądała pięknie. Krótka, złota sukienka opinała jej uwodzicielsko kobiece kształty, szpilki podkreślały smukłe nogi. Oliver cały wieczór trzymał Maddie przy sobie, prowadził ją z ręką na jej biodrach, a w nielicznych momentach, gdy puszczał ją gdzieś samą, wodził za nią wzrokiem. Jego Maddie.
          Od rzekomej śmierci jej chłopaka schudła, zmarkotniała. Wybuchy niekontrolowanego śmiechu, genialne odpowiedzi i nieustanne pytania, w których się zakochał zniknęły. Zostały zastąpione przez lekki, zamyślony uśmiech, ciemne spojrzenie jej oczu gdzieś w dal i nieme pytania, których nigdy nie zadała. Ale Oliver poprzysiągł sobie przywrócić w niej tę iskierkę życia.
         Czuł się gorzej. Oszukiwał siebie, swoją ukochaną, swoich przyjaciół, swoich rodziców. Tylko  po to, by ją zdobyć. Ketamina naprawdę działała na niego coraz gorzej, stawał się rozgoryczony, wściekły, rozproszony, szalony. Tylko kształt jej bioder, zarys piersi, linia twarzy, które planował zdobyć dzisiejszego wieczoru nadawały mu pęd do życia.
        Gala APMA's toczyła się swoim jednostajnym rytmem. Gdy ogłosili ich zwycięską kategorię, uznał, że nadeszła pora, by wyznać część prawdy. Pocałował Maddie, namiętnie, głęboko. Gdy oddała pocałunek, zatriumfował gdzieś wewnątrz siebie. Tej nocy będzie jego.
- Maddie, obiecasz, że zostaniesz przy mnie?
- O czym mówisz?
- Obiecaj, że nie będziesz wściekła.
                Ich album zwyciężył. Oliver znów zdobył swoją pewność.
- Wiecie, chciałbym wam powiedzieć coś,  czego nie powiedziałem nikomu. Zanim napisaliśmy "Sempiternal", naszym życiem trochę wstrząsnęło. Nowi ludzie, stare rany...a ja byłem do cholery uzależniony.
                  I gdy wtedy, z tego podium zobaczył jej minę, po tym wyznaniu.... Wtedy już wiedział, że się przeliczył. I że nie ma już nic do stracenia. Koniec gry. Musi ją zniszczyć.
-------------------------------------------------            
           Siedzieliśmy w ciszy. Jona ciągnął swą opowieść, cichym, melodyjnym głosem. Po twarzy ciekły mi łzy, mocząc koszulkę i legginsy. Mój świat... moje ostatnie dwa lata były jednym wielkim cholernym kłamstwem. Czułam ramię Ani koło swojego, ale nie śmiałam spojrzeć jej w twarz. Wiedziałam, że się cieszy, że Matt do końca okazał się dobry. Że jej chłopak stanął po naszej stronie...
- Więc... - oczyściłam gardło, zanim podjęłam dalszy ciąg pytania.- Więc gdzie jest Tom?
- Tutaj. - odezwał się głos tuż za mną. Właśnie tam, skąd nadszedł Jona. Zamknęłam oczy, czując, jak z moich oczu wydostaje się kolejna fala gorących łez. Ledwo co się pozbierałam po pogrzebie mojego ukochanego mężczyzny, stanęłam na nogi i wróciłam do rzeczywistości... A on znowu się pojawia i przewraca ją do góry nogami.
       Wstałam chwiejnie i odwróciłam się. Gdy zobaczyłam tę bladą twarz, przepiękne, lazurowe oczy, które jakiś czas temu wpatrywały się we mnie z nienawiścią, a później były martwe i niewidzące, gdy usłyszałam jego cichy głos... Tego było za wiele. Objęłam się ramionami i osunęłam na ziemię, głośno i histerycznie szlochając. Tom w mgnieniu oka przeskoczył niewysoki murek i ławkę, po czym znalazł się przy mnie, również opadając na kolana i zgarniając mnie w objęcia.
- Nie! Nienawidzę cię... - szlochałam, próbując się wyrwać. - Zostaw mnie...
         Trzymał mnie mocno, jedną ręką obejmował moje plecy, drugą dociskał moją głowę do swojej piersi. Łzy moczyły mu czarną koszulkę.
- W domu ktoś zostawił nam wiadomość... - zabrała głos Ania. - Zdemolowane mieszkanie, biała chryzantema i tekst na laptopie.      
- Tom to zrobił. Brat Maddie powiedział nam wszystko, gdy przedstawiliśmy mu tę historię. Nie spodziewaliśmy się, że zadzwonisz, ale chcieliśmy wam dać znak, że nad wami czuwamy... Że jesteście bezpieczne.
- A co z atakiem Natalie? - słyszałam słowa Ani przebijające się przez uspokajające szepty Toma. Czułam jego zapach, znajomy, ukochany. Czułam, że to wszystko skończyło się zbyt szczęśliwie. Czułam, że nie mogę jeszcze raz pozwolić na to, żeby w moim życiu pojawiło się Bring Me the Horizon.
- Tego nie planowaliśmy. Przynajmniej tak sądzę. Naprawdę chciałem odejść z zespołu... Oliver ćpał zbyt dużo, już nie dla rozrywki. Tylko Maddie mnie tam zatrzymała. Była zbyt niewinna, zbyt... Młoda. On by ją zniszczył.
           Uspokoiłam się, powoli, z trudem. Otarłam oczy i nieśpiesznie wstałam, zbierając myśli.
- Jona... Dziękuję. Dziękuję za wszystko, co dla mnie zrobiłeś. Aniu, twoja droga jest dowolna. Matt okazał się najlepszym przyjacielem, w co nigdy nie wątpiłam. Nie musisz z niego rezygnować. A ty, Tom...